eter-nimble-i-magiczne-oczy.jpg
 

Jonathan Auxier – Peter Nimble i magiczne oczy

Książkę o Peterze Nimble’u pożyczyłam od mojej nastoletniej siostrzenicy, którą (podobnie jak wiele kobiet w naszej rodzinie) cechuje zamiłowanie do literatury. Na koniec wakacji miałam ochotę przeczytać właśnie coś takiego – przygodowego, baśniowego i lekko magicznego. Dzieło Jonathana Auxiera całkowicie spełniło moje oczekiwania. Czytałam je z rosnącą przyjemnością i choć rozwój wypadków wielokrotnie dało się przewidzieć, w połowie byłam już całkiem zanurzona w opowieści. 

Głównym i tytułowym bohaterem jest niewidomy chłopiec, który pozbawiony rodziców wychowuje się na ulicy. Pomimo swojego kalectwa (a trochę też dzięki niemu) zostaje wyjątkowo zdolnym złodziejem, który jednak zachowuje pewne skrupuły i szlachetne pobudki. Na skutek niezwykłych wydarzeń ze zwyczajnego miasteczka portowego przenosi się do krainy rządzącej się całkiem innymi - magicznymi regułami. 

Jak się szybko okazuje, ma do spełnienia zadanie, przy którym jego złodziejskie umiejętności będą nieocenione. Ma uratować Zaginione Królestwo, o czym dowiaduje się z tajemniczo brzmiącego listu będącego prośbą o pomoc. W tej pełnej przygód wyprawie towarzyszy mu zaklęty rycerz o ciele pół-konia pół-kota. Głównym narzędziem, które pomaga im w rozmaitych zadaniach są magiczne oczy, a właściwie trzy pary gałek o rozmaitych kolorach i mocy. Jakie są ich właściwości sam Peter dowiaduje się stopniowo, tak jak stopniowo poznaje swoje zadanie. 

Bohaterowie wielokrotnie są zdezorientowani, wprowadzani w błąd, a z nimi także czytelnik. Niezwykły jest klimat Zaginionego Królestwa, w którym na początku nie wiadomo, kto jest dobry a kto zły i co czai się za lukrowanym wizerunkiem idealnego państwa. Auxier umiejętnie wykorzystuje wiele elementów klasycznych baśni. Główny bohater jest wyrzutkiem i outsiderem. Żeby sprostać swojej misji musi nie tylko pokonać wroga, ale przede wszystkim własne ograniczenia. Na swojej drodze spotyka magicznych pomocników i wyjątkowe przedmioty. Przechodzi kolejne próby, żeby udowodnić własne znaczenie. Do tego w całej historii występuje wiele mówiących zwierząt i fantastycznych stworzeń.

W tego typu książkach, albo się załapie klimat całej historii, albo pozostanie się nieprzekonanym. Mi zdecydowanie udało się wczuć w opowieść i naprawdę mi się podobała. Co ważne, jest też zgrabnie napisana, chwilami lekko zabawna, chwilami straszna. Trochę przypominała mi „Piotrusia Pana” Barriego z kluczową rolą dziecięcych, walecznych bohaterów i często karykaturalnymi dorosłymi. W chwilach heroicznej walki ze znacznie potężniejszym przeciwnikiem wspominałam „Braci Lwie Serce” Astrid Lindgren.

Na pewno sięgnę jeszcze po inne powieści Auxiera, które zostały przetłumaczone na język polski. Z "Peterem Nimble'm" łączą je też klimatyczne okładki zaprojektowane przez świetnego ilustratora – Macieja Szymanowicza.