silowanki_okladka.jpg

Anthony T. DeBenedet, Lawrence J. Cohen – Siłowanki

Przesłanie „Siłowianek” w dużym skrócie brzmi: „Warto z dzieckiem się siłować, urządzać przepychanki, ćwiczyć, bo to stymuluje nie tylko jego rozwój fizyczny, ale i psychiczny”. Zdaniem autorów dzięki temu maluch nabiera pewności siebie, doświadcza własnych granic i uczy się je przekraczać w bezpiecznych warunkach. W swojej książce przytaczają sporo badań, które to potwierdzają, ale przede wszystkim pokazują historie dzieci i rodziców, którzy przekonali się do siłowanek. Bo chociaż ćwiczenie przewrotów i gwiazd może wydawać się oczywiste, w dzisiejszym świecie (w którym wszystko musi być przede wszystkim bezpieczne) takie nie jest.

To, co szczególnie podobało mi się w podejściu autorów, to szacunek do dziecka i jego potrzeb. Pokazują oni, że chociaż każdy maluch potrzebuje fizycznych zabaw, to jednak na własnych warunkach – często nie lubi być zaskakiwany (znienacka podrzucany, czy zbijany z nóg), a kiedy protestuje (np. przy łaskotkach), trzeba to traktować poważnie. Każdy cykl zabawy ma swój rytm, wymaga fazy rozkręcenia, a na zakończenie stopniowego wyciszenia. Nie możemy oczekiwać, że dziecko nagle się uspokoi, tylko dlatego, że nam się już znudziło i chcemy wrócić do innych zajęć. 

Przyznam, że dla mnie niektóre proponowane przez autorów zadania (np. zawierające elementy parkour) wydają się bardzo odważne. Ale myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie – wszystkie ćwiczenia przyporządkowane są do wieku dziecka, opatrzone stopniem trudności i bardzo dokładną instrukcją. Do tego każde ma zabawną nazwę i rysunek ułatwiający zrozumienie opisu. Ciągłego tekstu jest tutaj stosunkowo niewiele, to przede wszystkim zbiór inspiracji. Dla mnie bardzo ciekawy, bo Róża wchodzi już w etap, w którym kotłowanie się na łóżku jest ulubionym zajęciem. Fajnie było poczytać o tym, jak robić to w mądry sposób.